Oto najpotężniejszy lore na tej stronie.
PROLOG
Zaczęło się trzy lata temu w dalekiej krainie, lecz nam bardzo bliskiej, był pewien poeta. Nie był specjalnie znany. Nie był nikim ważnym. Żył z dnia na dzień, podróżował z miasta do miasta. Grał po barach i klubach, nigdy nie rozstawał się ze swoim pięciostrunowym ukulele. Gdy dotykał palcem jego strun, dźwięk wydobywający się z nich potrafił wprawić w zdumienie każdego słuchacza. Jego głos nie był czysty, lecz dobry artysta jest w stanie wydobyć piękno ze wszystkiego. Wprawiający w niepokój bardzo skupiony, lecz nie agresywny głos połączony z psychodelicznymi skalami granymi na pięciostrunowym ukulele wprawiały w prawdziwy trans. Ludzie zmęczeni po pracy, mający problemy lub biedni zbierali się w knajpach i słuchali go. Były to prawdziwe koncerty. Gdy pojawiał się jak burza w kolejnym lokalu wchodził po prostu na scenę zajętą przez marne bluesowe kapele i zanim ktokolwiek się zorientował rozpoczynał solo na pięciostrunowym ukulele. Zwykle po usłyszeniu tej melodii publiczność wpatrywała się w niego z zachwytem. Nie mijały zwykle dwie godziny aż właściciel knajpy wyrzucał na bruk swoich marnych muzyków i zatrudniał owego poetę. Popularność jego w każdej okolicy, gdzie grał zawsze rosła niewiarygodnie. On o to nie dbał, dlatego zawsze zmieniał miasta i szedł do barów gdzie jest zupełnie nieznany. Tak miało być również tym razem, jednak ta historia miała na zawsze zmienić jego życie.
Poeta wszedł do kolejnej knajpy. Nie grała muzyka, lecz była scena, dlatego podszedł do baru i zapytał, dlaczego nic nie gra. Na plecach miał zawiązane swe pięciostrunowe ukulele, miał jeansowe spodnie, dosyć długie, ponieważ było wtedy lato, ale bardzo brudne i podarte. Koszulka miała kiedyś napis, ale już dawno temu się starł. Bardzo stara bransoletka z centralnym niebieskozielonym kwiatem, która każdemu uważnemu obserwatorowi skojarzyła by się z hipisami. Czy poeta był hipisem? Kiedyś na pewno, jednak teraz nie dbał o to. Chciał po prostu zagrać następny utwór. Napisał go w drodze autostopem o pewnym kierowcy tira, który go podwoził i musiał być w trasie cały miesiąc, żeby w weekend spotkać się z rodziną.
-Skąd mam to wiedzieć? - wrzasnął wreszcie barista. Był bardzo zdenerwowany. Muzycy wystawili go i złamali umowę, dlatego nikt nie grał. Poeta już miał zaoferować swoją pomoc, lecz wtedy barista odwrócił się do niego, tak, że poeta zobaczył dokładnie jego twarz. Krew zaczęła mu płynąc bardzo szybko. Oczy świeciły się z zaskoczenia a nawet przerażenia. Twarz jaką zobaczył miała na zawsze zmienić jego życie...
